piątek, 20 stycznia 2012

krótka przerwa...

Witajcie,
z powodu remontu, przeprowadzki i wyjazdu na narty nastąpi mała przerwa w mojej twórczości :) Ale obiecuję wrócić już w lutym z nowymi tematami :)

Tymczasem zachęcam wszystkich do odwiedzenia portalu IMF gdzie znajdziecie bardzo ciekawe teksty oraz moje :)

www.imf.pl
Do zobaczenia!

wtorek, 3 stycznia 2012

Szantaż? Okup? A może początek dobrej praktyki?

Bodajże wczoraj w pewnej gazecie ukazał się krótki artykuł, z którego wynika, że zebrano pierwszą transzę pieniędzy przeznaczonych dla Ekwadoru w zamian za rezygnację powyższego z wydobycia ropy naftowej na swoim terytorium co wiązałoby się z wycięciem dużej powierzchni puszczy amazońskiej. W sumie do 2024 roku trzeba zebrać i zapłacić ok 3,6 mld dolarów.
Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł, tym bardziej, że zaproponował to sam Ekwador a nie jakieś lobby ekologiczne. Zamiast wydawać pieniądze na wątpliwej skuteczności akcje zalesiania, można zapłacić za to aby starych drzew w ogóle nie wycinano. I, że nikt wcześniej na to nie wpadł...a takie to proste. I wcale nie uważam tego za coś złego...wręcz przeciwnie, bardzo dobra umowa biznesowa. A i cena nie jest zbyt wygórowana bo wystarczy posłuchać ile niektóre rządy wydają na mniej konstruktywne projekty.
A Wy co o tym sądzicie?

Pozdrawiam NowoRocznie :)

Dla zainteresowanych zamieszczam link do artykułu:

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jak oszczędzać?

Przerwa była trochę dłuższa niż planowałem, ale w końcu mogę opisać Wam zaproponować kilka naprawdę prostych sposobów na zmniejszenie poboru wody w waszych mieszkaniach/domach - i nie!, nie proponuję mycia się co drugi dzień i jedzenia na plastykowych talerzach :) Do rzeczy:



1. To jest chyba najprostsze co możecie zrobić - zakręcać krany kiedy ich nie używacie. Niby proste, a jednak w praktyce nie do końca. Czasem się zapomni, czasem się człowiek zamyśli, a czasem zwyczajnie się nie chce. A po co woda ma się lać kiedy myjemy zęby albo szorujemy naczynia w zlewie (tak tak - niektórzy wciąż nie mają zmywarek :P)? Takie lanie wody to kilkanaście litrów dziennie. Podobnie pod prysznicem - zakręcajcie wodę kiedy szorujecie ciałka. Nie dość, że oszczędzicie wodę to jeszcze dokładniej się umyjecie bo nie spłuczecie z siebie za szybko mydła :)

2. Perlatory. To już wymaga pewnych nakładów finansowych, ale na pewno się zwróci. Chodzi o to żeby woda np w zlewie kuchennym nie leciała jednym strumieniem tylko mniejszymi, rozproszonymi stróżkami, trochę jak pod prysznicem. Dzięki temu mniejszą ilością wody opłuczecie większą powierzchnię talerzy i garnków. Czasem wystarczy wymienić samą końcówkę kranu, aby uzyskać efekt perlatora.

3. Spłuczka. Jeśli macie możliwość zakupienia i instalacji dwudzielnej spłuczki to w ten sposób można zaoszczędzić sporo wody. Krótko mówiąc mała sprawa - mała spłuczka, większa sprawa - większa spłuczka. Idealnym rozwiązaniem jest system, w którym dodatkowo pojemnik spłuczki napełniany jest wodą zużytą w umywalce łazienkowej przy myciu rąk lub zębów :)

4. Kolejne rozwiązanie dotyczy raczej domów jednorodzinnych, bliźniaków. Decyzję należy podjąć na etapie projektowania domu. chodzi o wykorzystanie wody opadowej (czyli inaczej deszczu) do wykorzystania w formie spłukiwania sedesu lub podlewania ogrodu. Taki system wymaga zbudowania w piwnicy szczelnego zbiornika o danej objętości, który w momencie maksymalnego napełnienia oddaje nadmiar wody do sieci kanalizacyjnej. Zbiornik jest zasilany jedną rynną zbierającą wodę opadową z całej powierzchni dachu. Biorąc pod uwagę, ze dachy takich domów  mają średnio ok 80m², a w Polsce średnio 630l/m² powierzchni to łatwo policzyć że mamy do dyspozycji średnio 50m³ darmowej wody rocznie.

Na dziś to tyle. Co myślicie o tych sposobach? Może macie jakieś swoje własne? Jeśli tak to podzielcie się nimi w komentarzach. Jak urodzi się coś nowego w tym temacie to na pewno zrobię z tego nowy wpis :)

wtorek, 6 grudnia 2011

Rzecz o laniu wody

"Wszystko płynie" jak powiedział grecki filozof Panta Rei...

Wszyscy korzystamy z wody, czy do z wodociągu czy to z własnej studni. Myjemy się, podlewamy, gotujemy, zmywamy, pierzemy itd...a potem przychodzą RACHUNKI !!! I to niemałe.

Obecnie taryfa za wodę w Warszawie wynosi 4,32 zł brutto za m³. Niby mało ale jak przyjdzie co do czego to rachunek dwa razy w ciągu roku może wynieść ponad 200zł...a kryzys się zbliża (podobno). To zresztą tylko połowa ceny bo woda zużyta to ścieki, a za nie płacimy kolejne 5,65 zł/m³.

Zdarzyło mi się kiedyś spisywać wartości z liczników wody na jednym z warszawskich osiedli. Pamiętam, że po spisaniu stanu i poinformowaniu lokatorów ile wody zużyli praktycznie wszyscy robili wielkie oczy. Ale jak to?; Ja tyle zużyłem?; Niemożliwe! itd  Tak jakby nie mogli sobie na bieżąco sprawdzać zużycia? Najlepiej sugerować, że licznik jest zepsuty... pewnie w kilku przypadkach tak jest, ale na pewno nie w większości.

Normy zużycia wody na mieszkańca w typowym gospodarstwie domowym w bloku lub domku jednorodzinnym (bez podlewania ogródka) to UWAGA! - aż 5 m³/miesiąc! To daje 60 m³/rok. To bardzo dużo. I niestety bardzo dużo z nas skrzętnie korzysta z tego "limitu", a pewnie drugie tyle go przekracza.



A przecież woda nie bierze się z powietrza...tzn tak, bierze się też z powietrza (w postaci deszczu, mgły), ale woda którą mamy w kranach to woda podziemna. Warszawa leży na terenie wielkiego zbiornika wody tzw basenu. Ale ten basen nie jest bez dna, uzupełniany jest tylko wodami, które dostają się do niego z gleby lub z rzek - jest to jednak proces długotrwały i powolny. Obecnie więcej czerpiemy niż natura jest w stanie uzupełnić - dlatego zwierciadło wody podziemnej stale się obniża. Sama Warszawa czerpie przynajmniej 96 mln m³ rocznie, a jest to ostrożne szacowanie przy założeniu 2 mln mieszkańców i 4 m³ wody na mieszkańca na miesiąc. A przecież ten zbiornik musi dostarczyć w przyszłości wodę naszym dzieciom, wnukom itd itd...

Teraz pomyślcie lub policzcie ile Wy zużywacie wody. Sprawdźcie liczniki i pochwalcie się :)

Ja mogę się pochwalić wynikiem 2 -2,4 m³/miesiąc na osobę (a w domu są dwie). I aby uniknąć niepotrzebnych pytań - tak, myję się codziennie (prysznic, rzadko kąpiel w wannie) :P Do tego 2-3 prania w tygodniu, zmywam bez zmywarki bo takowej nie posiadam. Sam się trochę dziwie, że tylko tyle, ale widocznie tak jest.

W następnym poście (bo ten już taki długi) opiszę kilka sprawdzonych tricków jak zaoszczędzić trochę wody :)

Tymczasem pozdrawiam



Kaucji za butelki ciąg dalszy

Ukazał się kolejny artykuł (link poniżej).


Producenci opakowań są za - i to za małą, wg mnie odpowiednią kaucją 25gr/butelkę - a przeciwni są dystrybutorzy i producenci napojów. Ważne, że coś się zaczęło dziać, pojawiają się coraz to nowe opinie i głosy. Może już niedługo każdy z nas będzie nosił wszystkie butelki do osiedlowych sklepów i kupował za to chleb. Że nie wspomnę jakie to źródło utrzymania dla bezdomnych ;)

Pozdro :)

czwartek, 1 grudnia 2011

Prorok ze mnie czy jak?

No i proszę...niedawno napisałem o butelkach zwrotnych i o tym że w zasadzie nie są zbierane a dziś ukazał się artykuł na ten temat. Przeczytajcie bo mi się nasuwają ciekawe wnioski...


No i trochę się zawiodłem na naszym MOŚ'u. Myślałem (o ja głupi), że siedzą tam ludzie myślący i mający jakąś wizję. A guzik! Spełniamy wymogi UE - to dobrze. I po co się bardziej starać? Po co łożyć kasę? Pewnie, sumy wymienione w tym tekście ją ogromne, ale przecież można taki system można wprowadzać stopniowo, zacząć działać lokalnie...szkoda gadać.

Zastanawia mnie jeszcze tylko czy to już nowy minister się wypowiadał czy już nieobecny.

A to "nasze, polski" podejście do tematu to już mnie denerwuje - tacy Niemcy, Duńczycy czy kto tam jeszcze jakoś mają trochę oleju w głowie i dążą do 100% odzysku, a nam wystarcza 22%...

Pozdrawiam wszystkich czytelników :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Dziś słonecznie...

Ano właśnie...koniec listopada, a na zewnątrz świeci słońce, jest 8st (przynajmniej w Warszawie) i ogólnie jest bardzo ładnie. I kto tu mówi, że mamy mało słońca?

Dziś wpis raczej krótki, ale może kiedyś go jeszcze rozwinę - energia słoneczna. Pewnie pierwsze co przychodzi Wam na myśl po tym haśle to wielkie równiny w bardziej południowych krajach niż Polska, wyłożone tysiącami metrów kwadratowych paneli słonecznych lub luster. A tu niespodzianka - u nas ta gałąź energetyki też się rozwija (na dowód artykuł w linku).


Niestety, na zafundowanie sobie paneli słonecznych na dachu (w przypadku domów jednorodzinnych, szeregowców itd) wciąż stać nielicznych. Są dopłaty od Ministerstwa Ochrony Środowiska w wysokości 45%, ale żeby to się opłacało trzeba zamówić kilka metrów kwadratowych paneli. dlatego taką inwestycję należy raczej planować na poziomie projektowania domu (warto też pamiętać aby dach pod panele był skierowany na południe - to znacznie podniesie ich efektywność)

A no właśnie...efektywność. Dzisiaj panele słoneczne z roku na rok mają coraz większą efektywność, zbierają energię nawet w pochmurne dni. A to jest główny zarzut w Polsce wobec paneli słonecznych - nie ma słońca, mało dni słonecznych więc będzie mało energii. Nie do końca tak jest..i nie trzeba być specjalistą żeby to zauważyć, wystarczy spojrzeć za okno. A dodatkowo na stronie IMGW (www.imgw.pl) można znaleźć biuletyny a w nich takie oto mapki z usłonecznieniem. 
Każdy może sobie sprawdzić i zobaczyć czy opłaca mu się inwestować w panele słoneczne. Dla przykładu, w październiku 2011, w Warszawie było 140h słońca co daje ok 4,5h dziennie słońca czyli prawie pół dnia. I o tym trzeba pamiętać bo wiele osób myli pojęcia - nie ważna jest temperatura ale obecność słońca, czyli np w mroźny zimowy dzień panele też będą dobrze działać.

Mieszkańcy bloków raczej z paneli skorzystać nie mogą - można co najwyżej negocjować ze spółdzielniami, żeby zamontowali panele na dachu budynku. W ogóle uważam, ze każdy nowo budowany budynek mieszkalny czy biurowy powinien obowiązkowo posiadać na dachu x% jego powierzchni pokrytej panelami słonecznymi - bo przecież to takie marnowanie miejsca. A np budynek Inżynierii Środowiska PW z paneli na swoim dachu pokrywa bodajże połowę zapotrzebowania na energię. czyli można....

Można jeszcze oczywiście z całej gamy gadżetów - ładowarek słonecznych (te też są coraz tańsze), lampek ogrodowych z małymi panelami (polecam te diodowe, których żywotność jest dużo dłuższa i spokojnie ich koszt się zwraca).

Aha...no i warto jeszcze wiedzieć, że energia słoneczna może być wykorzystana na dwa sposoby:
1) może być przekształcona bezpośrednio w energię elektryczną i włączona do sieci ogólnej (pewna rodzina ze Słowenii, którą odwiedziliśmy w wakacje, zapewniła sobie w ten sposób emeryturę - cały dach stodoły obłożyli panelami i sprzedają energię po preferencyjnych cenach do sieci ogólnokrajowej)
2) może być wykorzystana do podgrzewania wody w gospodarstwie czyli po ludzku - zamiast na światło, będzie szła w kaloryfery :)

Podsumowując, myślę że warto by się bardziej pochylić na energetyką słoneczną, która chyba jest trochę niedoceniana w Polsce, na rzecz energetyki wiatrowej (do, której zresztą nic nie mam i na pewno o niej też coś napiszę). 

A miało być krótko...... :P
Pozdrawiam!